Make.com czy n8n? Praktyczne porównanie dla małej firmy (i jak nie przepłacić)
Make.com i n8n robią to samo, ale liczą pieniądze zupełnie inaczej. Zobacz, kiedy który wychodzi taniej, gdzie leżą dane klientów i co wybrać do swojej firmy.
Klient pyta zwykle tak: „słyszałem o Make, a znajomy mówi, że n8n jest za darmo. Co lepsze?”. Odpowiedź brzmi: to zależy od dwóch rzeczy, i żadna z nich nie jest tą, o którą pytasz. Nie chodzi o to, która platforma ma ładniejszy interfejs ani która ma więcej integracji. Chodzi o to, jak liczą pieniądze, i o to, gdzie fizycznie leżą dane Twoich klientów.
Reszta różnic jest kosmetyczna. Te dwie potrafią przesądzić o kilku tysiącach złotych rocznie albo o tym, czy w ogóle wolno Ci danego rozwiązania użyć.
Czym jest Make.com, a czym n8n
Make.com (dawniej Integromat) to chmurowa platforma do automatyzacji. Buduje się w niej scenariusze, przeciągając moduły i łącząc je strzałkami, bez kodu. Ma ponad dwa tysiące gotowych integracji, działa od razu po założeniu konta i nie wymaga żadnego serwera. Rozliczana jest za operacje.
n8n to platforma o tym samym przeznaczeniu, ale z otwartym kodem na licencji fair-code. Możesz jej używać w chmurze producenta albo postawić ją na własnym serwerze, w Dockerze. Ma mniej gotowych integracji, za to znacznie swobodniejszą pracę z danymi i modułami kodu. Rozliczana jest za wykonania.
To jedno zdanie różnicy, „operacje” kontra „wykonania”, jest sednem całego wyboru.
Operacja kontra wykonanie: skąd biorą się rachunki
Załóżmy prosty przepływ: klient wypełnia formularz, dane lecą do CRM-u, klient dostaje SMS-a z potwierdzeniem, a Ty powiadomienie na Slacku. To cztery kroki.
Teraz to samo, ale realistycznie: formularz → sprawdzenie, czy klient już istnieje w bazie → jeśli tak, aktualizacja, jeśli nie, utworzenie → wyliczenie terminu → wygenerowanie PDF-a → wysyłka maila → wysyłka SMS-a → wpis do arkusza → powiadomienie na Slacku → obsługa błędu. Dwadzieścia modułów to w rozbudowanym procesie norma, nie przesada.
| Make.com | n8n | |
|---|---|---|
| Jednostka rozliczeniowa | operacja = jedno uruchomienie jednego modułu | wykonanie = jedno przejście całego przepływu |
| 20 kroków × 1 000 uruchomień | 20 000 operacji | 1 000 wykonań |
| 3 kroki × 1 000 uruchomień | 3 000 operacji | 1 000 wykonań |
| Co podnosi rachunek | długość scenariusza i liczba uruchomień | tylko liczba uruchomień |
Wniosek jest prosty i praktyczny:
- Krótkie przepływy, mały wolumen: różnica w rachunku jest nieistotna. Bierz Make, bo jest szybszy do wdrożenia.
- Długie przepływy albo wysoki wolumen: Make skaluje się kosztowo wprost proporcjonalnie do liczby kroków. Tu n8n zaczyna wygrywać, i to nie o kilkanaście procent.
Cenniki obu platform zmieniają się kilka razy w roku, więc nie podajemy konkretnych kwot, ale sam model naliczania jest stabilny od lat i to on decyduje o proporcjach.
Gdzie leżą dane Twoich klientów
Drugie pytanie jest ważniejsze niż pierwsze, a prawie nikt go nie zadaje.
Kiedy automatyzujesz na Make.com, dane klienta (imię, nazwisko, telefon, powód wizyty) przechodzą przez serwery zewnętrznej firmy. Make ma serwery w Unii Europejskiej i podpisuje umowę powierzenia przetwarzania danych, więc jest to całkowicie legalne. Trzeba to jednak ująć w rejestrze czynności przetwarzania i wpisać do polityki prywatności. Dla większości firm (sklep, zakład usługowy, firma budowlana) to formalność.
Sytuacja zmienia się, gdy przetwarzasz dane wrażliwe. Gabinet medycyny estetycznej, klinika, gabinet lekarski, psycholog: informacja o tym, kto i na jaki zabieg się umawia, to dane o zdrowiu. Wtedy „legalne, ale przez zewnętrzną usługę” bywa niewystarczające i wtedy n8n postawiony na własnym serwerze rozwiązuje problem u źródła, bo dane nie opuszczają Twojej infrastruktury.
To najczęstszy powód, dla którego u naszych klientów z branży medycznej i kosmetologicznej wybieramy n8n, mimo że wdrożenie jest droższe.
Ile n8n na własnym serwerze naprawdę kosztuje
Zdanie „n8n jest za darmo” jest prawdziwe tylko w części, o którą nikt nie pyta. Licencja rzeczywiście nic nie kosztuje. Kosztuje wszystko dookoła:
- Serwer. Mały VPS wystarcza do większości zastosowań (rząd kilkudziesięciu złotych miesięcznie).
- Uruchomienie. Docker, certyfikat HTTPS, domena, kopie zapasowe, klucz szyfrowania danych logowania. Jednorazowo, ale trzeba to zrobić poprawnie.
- Utrzymanie. Aktualizacje, monitoring, odtwarzanie po awarii. Na Make.com to problem producenta. Na własnym n8n to Twój problem (albo Twojej agencji).
Uczciwie: przy jednej czy dwóch prostych automatyzacjach własny serwer nie ma sensu ekonomicznego. Zaczyna go mieć, gdy automatyzacji jest kilka, wolumen rośnie, albo gdy dane wymagają, żeby zostały u Ciebie.
Krótka ściąga: co wybrać
Wybierz Make.com, jeśli:
- to Twoja pierwsza automatyzacja i chcesz efekt w kilka dni,
- przepływy są krótkie (do kilkunastu kroków),
- korzystasz z popularnych narzędzi: Google Workspace, Slack, Airtable, HubSpot, Facebook Lead Ads,
- nie chcesz mieć nic wspólnego z serwerem.
Wybierz n8n, jeśli:
- przetwarzasz dane wrażliwe albo klienci pytają, gdzie leżą ich dane,
- przepływy są długie, a uruchomień jest dużo,
- potrzebujesz nietypowej logiki albo własnego kodu w środku procesu,
- masz kogoś, kto zajmie się serwerem, wewnątrz firmy lub na zewnątrz.
Nie wybieraj żadnej z nich, jeśli proces, który chcesz zautomatyzować, zdarza się rzadziej niż raz w tygodniu albo zajmuje mniej niż kwadrans. Wtedy wdrożenie się nie zwróci i uczciwie o tym mówimy. Rozpisaliśmy to dokładniej na stronie o automatyzacjach.
Trzy błędy, które kosztują najwięcej
Wybór platformy przed opisaniem procesu. Najdroższy błąd. Najpierw rozpisz, co dokładnie ma się dziać, krok po kroku, z wyjątkami. Dopiero policzony proces mówi, ile będzie kroków i uruchomień, a to jest jedyna sensowna podstawa wyboru.
Automatyzowanie procesu, który jest zepsuty. Automat nie naprawia bałaganu, tylko przyspiesza go i skaluje. Jeśli dziś nikt nie wie, kto odpowiada na zapytania, automatyzacja sprawi, że nikt nie będzie wiedział szybciej.
Brak obsługi błędów. Przepływ, który cicho pada raz na sto uruchomień, jest gorszy niż brak automatyzacji, bo przestajesz sprawdzać ręcznie. Każde wdrożenie powinno mieć ścieżkę błędu i powiadomienie do człowieka. To jedna z pierwszych rzeczy, którą sprawdzamy przy przejmowaniu cudzych scenariuszy.
Czy da się później zmienić zdanie
Da się, ale nie za darmo. Nie istnieje konwerter, który przełoży scenariusz Make na przepływ n8n. Przenosi się logikę, nie pliki: te same wyzwalacze, te same warunki, te same integracje zbudowane od nowa. Prosty przepływ to kilka godzin pracy, rozbudowany to kilka dni.
Dlatego warto poświęcić godzinę na dobry wybór na starcie. W praktyce najczęściej robimy tak: pierwsze wdrożenie na Make, żeby klient zobaczył efekt szybko i tanio, a decyzję o n8n podejmujemy dopiero, gdy pojawi się realny powód, wolumen albo dane wrażliwe.
Od czego zacząć
Weź kartkę i wypisz trzy czynności, które w Twojej firmie ktoś wykonuje ręcznie co tydzień. Przy każdej dopisz, ile zajmuje i ile razy się powtarza. Ta kartka odpowie na pytanie o platformę lepiej niż jakiekolwiek porównanie w internecie, bo policzy Twoje kroki i Twoje uruchomienia, a nie cudze.
Jeśli chcesz, przejdziemy przez to razem. Na bezpłatnej konsultacji liczymy konkretny proces z Twojej firmy: ile kroków, ile uruchomień, ile to kosztuje na jednej i na drugiej platformie i po jakim czasie się zwraca. Bez zobowiązań i bez zakładania z góry, że w ogóle warto: czasem najuczciwsza odpowiedź brzmi „ten proces zostaw ręcznie”.